O autorze
Zawodowy sceptyk i pesymista

Z czego wolno Wam się śmiać

Żyjemy w kraju, w którym poseł rządzącej koalicji uważa dom za naturalne miejsce kobiety, a minister sprawiedliwości wyżej niż przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet stawia stereotypowe role płci w rodzinie. Co gorsza, żyjemy w kraju kandydatów na intelektualistów, którzy chcą z nas uczynić zakładników poczucia humoru.

Trzy miesiące po audycji w rzekomej konwencji satyry z Prawdziwego Polaka, osobliwe poczucie humoru objawił nam znany wcześniej ze sporego parcia na szkło pan tak zwany performer, Rafał Betlejewski. Po raz kolejny – choć niekoniecznie świadomie – wzbudzając dyskuję nad granicami żartu w przestrzeni publicznej. Podobnie jak w przypadku peanów na cześć niepokornego geniuszu Wojewódzkiego, pojawia się w dyskusji ton usprawiedliwienia – taka licentia poetica, prawo do łamania każdego tabu. Jesteśmy ponad wszystko, wolno nam wszystko, zgwałciłbym, ale tylko ironicznie. Nie śmiejesz się, bierzesz udział w festiwalu świątobliwej nienawiści? Wypada przecież oddzielić żart od refleksji nad problemem – „moja przyjaciółka została zgwałcona i przeżyłem to w dramatyczny sposób” – ergo, mam prawo do wygłoszenia idiotyzmu całkiem dowolnego.



Betlejewski dokłada do Porannego WF’u nową jakość. Ponieważ katolicki stosunek kończy się wprowadzeniem penisa do pochwy (Penis, pochwa i katolicy w jednym zdaniu, napiszą o mnie jeszcze bardziej!), gwałtem nie powinien być przecież okropnie zabawny „wytrych, żeby kogoś pomacać”. Bądź mam glejt w postaci równo ostrego traktowania wszystkich (Wojewódzki), bądź też moja empatia jest nie do zakwestionowania – jak w przypadku „performera” - dlaczego więc nie rozładować wreszcie śmiertelnej powagi gwałtu? Odbiorca nierozbawiony podobnym żartem staje się zakładnikiem poczucia humoru przekraczającego granice, zostaje zaliczony do rozhisteryzowanej gawiedzi (Hartman). Jeżeli stać Was na refleksję i nie biegniecie za tłumem, powinniście się śmiać. Niech nie przeszkadza kierowanie ostrza satyry w stronę najbardziej poszkodowanych. Tak było wprawdzie najtaniej, ironia pod adresem wspomnianego we wstępie establishmentu wymaga dyskusji merytorycznej, a nie taka przecież rola nadwornego pajaca.
Mnie nie śmieszy, Wam też odradzam.
Trwa ładowanie komentarzy...